środa, 20 kwietnia 2011

Tagiatelle puttanesca z grzybami

Puttanesca oznacza "kobietę lekkich obyczajów". Ten makaron smakuje jak coś zakazanego. Jest tak pyszny, że aż grzeszny. Nawet jeśli ktoś nie lubi sardynek anchois, na pewno w tym zestawieniu się do nich przekona. Żałuję nawet, że nie dodałam ich więcej, bo właściwie dopiero co któryś kęs można wyczuć ich delikatną lekko słodkawą nutę. Jako stara wybredna makaroniara gorąco polecam! Bardzo bogaty i wyrafinowany smak, mocno pikantny, dla osób które przejadły się bolognese, carbonara, brokoli, itp.

Tagiatelle puttanesca z grzybami
Składniki na 1 porcję:
1 łyżka oliwy
8 malutkich dymek
pół łyżeczki mielonego czosnku
5 grubo pokrojonych filetów anchois
2 duże pokrojone pieczarki (mogą być prawdziwki, kurki, boczniaki)
1 pokrojona i pozbawiona pestek zielona papryczka chili
pół szklanki nalewki mandarynkowej lub białego wytrawnego wina
pół szklanki przecieru pomidorowego lub 2 łyżeczki koncentratu pomidorowego
10 pokrojonych wzdłuż czarnych oliwek
1 łyżeczka kaparów
posiekana natka pietruszki lub rzeżucha
makaron ugotowany według przepisu na opakowaniu (ok 200 g na osobę)

Dymki pozbawiamy łupinek, większe kroimy na pół, mniejsze zostawiamy w całości. Podgrzewamy w rondelku oliwę, smażymy na niej dymki. Dodajemy filety anchois, pieczarki, papryczkę i smażymy 2 minuty. Dolewamy nalewkę lub wino, dodajemy przecier, czosnek i gotujemy ok 5 minut, aż sos lekko zgęstnieje. Dodajemy oliwki i kapary. Zestawiamy z ognia, mieszamy z ugotowaną porcją makaronu i posypujemy ziołami. Smacznego!


poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Pszenny chleb włoski ala ciabatta

Ten chlebek jest bardzo prosty i szybki w przygotowaniu, nie licząc czasu oczekiwania na wyrośnięcie ciasta. Ale warto czekać choćby i całą wieczność, bo nie ma nic pyszniejszego niż własnoręcznie upieczony chleb. Pachnący, jeszcze ciepły z chrupiącą skórką, miękkim środkiem, posmarowany świeżym masłem...

  • 400g mąki pszennej
  • 50 g semoliny z pszenicy durum 
  • 1,5 łyżeczki soli
  • 7 g drożdży instant
  • 50 g zarodków pszennych
  • łyżeczka cukru
  • łyżeczka oliwy z oliwek
  • 360 ml letniej wody


  • Drożdże rozpuścić w 5 łyżkach letniej wody z łyżeczką cukru. Odstawić do wyrośnięcia w ciepłe miejsce. Mąkę, semolinę, sól, zarodki wymieszać mikserem. Dodać zaczyn z drożdży, oliwę i letnią wodę i miksować na najwyższych obrotach końcówką do ugniatania ok 5 min. Ciasto odstawić w ciepłe miejsce na ok. 30 minut.
    Ciasto umieścić w nasmarowanej oliwą i wysypanej mąką prostokątnej formie, wygładzić mokrą łyżką, posypać mąką i ponownie odstawić w ciepłe miejsce na ok. 45 minut. Piec w rozgrzanym piekarniku na dolnej półce ok 35 minut w 200 stopniach z termoobiegiem. Po upieczeniu pozostawić do wystygnięcia.

    niedziela, 17 kwietnia 2011

    Kojąca herbata rumiankowa z kardamonem i imbirem

    Herbata ta ma mnóstwo zalet: rozgrzewa, koi, gasi pragnienie. Jest moim małym eksperymentem, którym się z Wami dzielę, bo mile mnie zaskoczyła. Można wypić jej cały imbryczek. Dzięki szczypcie kardamonu, stała się lekko pierna, jednak delikatny rumianek dominuje. Listki mięty ją orzeźwiają, a imbir ma działanie rozgrzewające. Cytryna ją zakwasza, a miód osładza. Składniki ze sobą kontrastują, ale wzajemnie się nie zagłuszają. 
    Miałam okazję skosztować na pustyni berberyjskiej gorącej i mocno słodkiej miętowej herbaty, która fenomenalnie gasiła pragnienie w 40 stopniowym upale. Chciałam stworzyć orientalną kompozycję, która będzie miała takie właściwości, ale całkiem inny charakter.

    Kojąca herbata rumiankowa z kardamonem i imbirem

    Składniki:
    2 łyżeczki rumianku
    plasterek imbiru
    3 łyżeczki miodu
    plasterek cytryny
    szczypta mielonego kardamonu
    3 listki świeżej mięty

    Rumianek, kardamon i miętę wkładamy do zaparzacza/sitka do herbaty i zalewamy w imbryczku wodą o temperaturze 80 stopni. Podana ilość składników powinna starczyć na pół dzbanka. Zaparzamy około 5 minut. Dodajemy cytrynę, imbir, słodzimy miodem i mieszamy, aż miód się rozpuści. Gdy imbryk postawimy na podgrzewaczu, aromaty składników będą powoli się uwalniać. Polecam zarówno na wieczór pod kocykiem, jak i słoneczne popołudnie pod jabłonią.


    wtorek, 12 kwietnia 2011

    Indyk bombay masala

    Już od dawna chodziły za mną indyjskie przyprawy. I stało się to, co miało się stać. Indyk wylądował w imbirze, kardamonie, kozieradce, gałce muszkatołowej, cayenne, goździkach, cynamonie, szałwii w towarzystwie kolendry i papryki na kaszy jęczmiennej.
    Indyk bombay masala

    kilogram piersi indyczej
    2 łyżki mąki
    3 łyżki oliwy
    papryka czerwona i zielona
    15 malutkich dymek
    mieszanka przypraw bombay masala

    Indyka pokroić w kostkę, obtoczyć w mące. Podsmażyć na patelni z oliwą. Cebulkę pozbawić łupinek i dodać w całości do indyka. Doprawić mieszanką przypraw. Dodać pokrojoną paprykę. Zalać wodą (ok. 250 ml) i dusić pod przykryciem na małym ogniu ok. 10 minut. Podawać na kaszy, makaronie lub ryżu z natką kolendry. Smacznego! 

    poniedziałek, 11 kwietnia 2011

    Placek z łososiem, szpinakiem i suszonymi pomidorami


    Padam ze zmęczenia, ale wiem, że mam na jutro dobre drugie śniadanie. Placek na zimno lub odgrzany będzie równie dobrze smakował, jak dopiero co wyjęty z pieca.

    Placek z łososiem, szpinakiem i suszonymi pomidorami
    Kruche ciasto:
    130 g mąki pszennej
    75 g schłodzonego masła
    szczypta soli
    1 jajko

    200 g świeżego szpinaku
    200 g filetów z łososia
    1 łyżeczka oliwy
    3 łyżki tartego parmezanu
    4 suszone pomidory
    szczypta gałki muszkatołowej
    grubo mielony czarny pieprz
    siekana natka pietruszki

    Sos:
    50 g masła
    50 g mąki
    300 ml jogurtu naturalnego
    1 jajko
    sól, pieprz

    Ciasto: Mąkę przesiać usypując górkę. Zrobić w niej wgłębienie, dodać pokrojone w kosteczkę masło, sól oraz wbić jajko. Zagniatać, rozcierając palcami masło. Wlać 1 łyżkę wody i  ciasto jeszcze przez chwilę powyrabiać, aż będzie gładkie. Zawinąć w folię i włożyć do zamrażarki na pół godziny.
    Po tym czasie ciasto rozwałkować na podsypanej mąką stolnicy na placek o średnicy nieco większej niż średnica formy. Zawinąć ciasto na wałek i tak przenieść je do formy. Ciastem wyłożyć dno i boki formy. Spód podziurkować widelcem, wstawić do lodówki na czas nagrzania się piekarnika do 190 stopni. Formę wstawić do nagrzanego piekarnika i piec przez 15 minut na lekko złoty kolor. Wyjąć z piekarnika i przestudzić.
    Świeży szpinak opłukać pod bieżącą wodą. Wyłożyć nim placek. Filet z łososia oprószyć solą i posmarować oliwą, zgrillować. Porwać widelcem na kawałki i rozłożyć na placku. Pomidory pokroić, rozłożyć obok łososia.
    Sos: na małym ogniu w głębokiej patelni lub w rondelku roztopić masło, dodać mąkę i ciągle mieszając smażyć przez minutę. Odstawić z ognia i wlać jogurt, dokładnie mieszając. Doprawić solą i pieprzem. Po ostudzeniu wymieszać z roztrzepanym jajkiem. Sosem polać placek. Posypać tartym parmezanem.
    Piekarnik nagrzać do 180 stopni. Placek piec przez ok. 20 minut, aż wierzch lekko się zrumieni. Placek podawać posypany siekaną natką pietruszki, gałką muszkatołową oraz czarnym grubo mielonym pieprzem. Smacznego!

    niedziela, 10 kwietnia 2011

    Siedem lat później i koktajl żurawinowo-mandarynowy

    "Podobno siedem to szczęśliwa liczba. Podobno charakter człowieka zmienia się co siedem lat. Podobno wiele małżeństw rozpada się po siedmiu latach..."

    Emily Giffin i jej kolejny bestseller "Siedem lat później" podobnie jak "Dziecioodporna" natychmiast do mnie trafiły. Słoneczne, choć wietrzne niedzielne popołudnie w ogrodzie, na ławce pod jabłonią w towarzystwie kota, dobrej książki i mojego autorskiego koktajlu na miarę Cosmopolitan, czyli pełen relaks.

    Koktajl żurawinowo-mandarynkowy
    Składniki:
    2 miarki nalewki mandarynkowej lub wódki mandarynkowej
    1 miarka likieru maraschino
    2 miarki soku żurawinowego

    Wszystkie składniki dokładnie mieszamy w shakerze z kostkami lodu i przelewamy do kieliszka. Dekorujemy plasterkiem pomarańczy i świeżym kwiatem.



    Mandarynkówka

    Moi rodzice specjalizują się z domowej roboty nalewkach. Jeżynówki, malinówki, jarzębinówki, aptekarskie, dereniówki, ratafie, cytrynówki, miętówki, z czarnego bzu, śliwowice, kakaowe i tak w nieskończoność. W każdym pokoju w każdym rogu stoi wielki gąsior z nastawionym specjałem. Lubię u nich wizyty nastawione na degustację :)
    Raz zrobiłam jeżynówkę z przemrożonych owoców zbieranych po pierwszych przymrozkach. Choć był to czysty litr spirytusu i owoce z cukrem bez dodatku wody, była tak łagodna w smaku i słodziutka jak syrop malinowy, który dodajemy do herbaty. Przemrożone owoce nadały nalewce odrobinę posmaku wędzonej śliwki.
    Tej zimy nastawiłam mandarynkówkę. Stała tak po dziś dzień, aż ją wreszcie przefiltrowałam. Choć na dobrą sprawę mandarynkówka jest już dobra po tygodniu. Mandarynki do tej nalewki muszą być koniecznie sprawdzone. Słodkie i bez żadnej pestki. Inaczej wszystko szlag i nasza mandarynkówka będzie gorzka niczym piołun! Mandarynkówkę można pić bez domieszek z malutkich kieliszków do wódki lub likieru, ale ja dodaję ją chętnie do drinków, a także do marynat do mięs, vinegretów i risotto.

    Mandarynkówka
    Składniki:
    pół litra spirytusu
    szklanka cukru
    kilogram mandarynek
    szklanka wody oligoceńskiej
    filtry do ekspresu

    Mandarynki obieramy ze skórek. Dzielimy na cząstki. Staramy się usunąć także jak najwięcej białych nitek z błonek. Jeśli część zostanie, naszej nalewce nic nie grozi.  W garnuszku nastawiamy na małym ogniu cząstki mandarynek z wodą i cukrem. Podgrzewamy do momentu, aż cukier się rozpuści. Nie gotujemy. Studzimy. Zalewamy wszystko spirytusem i przelewamy do karafek, butelek z szerokim gwintem lub słoików. Zakręcamy i odstawiamy na minimum tydzień. Po tym czasie przecedzamy nalewkę przez filtry do ekspresu.